Po...


Pospacerowali, popstrykali, trochę zmarzli. Lubią tak, bo potem w domowym zaciszu można się ogrzać gorącą herbatą, zjeść ulubione ciasto, obejrzeć bajkę z morałem, zadumać się, pogadać. Pokłócić się o to w jaką planszówkę zagramy, a może w Darta? Nie, w kręgle! Powkurzać, poobrażać, że się przegrało, nawet rozbeczeć i potem pocieszać. Pośmiać i poprzytulać. 
Pobyć razem.











ja: płaszcz-baccanera/wyprzedaż; spódnica-stradivarius/wyprzedaż; szal-h&m/wyprzedaż; torebka-mango/wyprzedaż; rękawiczi-sinsay; kozaki-big star/wyprzedaż; 
on: płaszcz-lumpeks; spodnie-carry/wyprzedaż; szal-zwykły sklep; buty-reserved/wyprzedaż
ono: kurtka-pepco; spodnie-smyk/wyprzedaż; szal,komin-zwykły sklep; buty-ccc

zdjęcia Daniel

W kapeluszu, z sentymentem...


O czym Wam napisać? Historię "ałtfitu"? Proszę bardzo. Sztuczne futro, rurki, komin, buty: wszystko już przerabiałam. Z kapeluszem trochę mi zeszło zanim zdecydowałam się na zakup. Noszę w okresie wiosenno-letnim słomkowy więc sama się sobie dziwiłam czemu do wersji jesienno-zimowej nie mogę się przekonać. To dopiero zagadka! Wyprzedaże ruszyły i na początku stycznia zaopatrzyłam się w kapelusz z dużym rondem. Oglądam zdjęcia i zadowoleniem stwierdzam, że dobrze mi w tym kapeluszu. Bardzo głębokie przemyślenia ;)
Tak naprawdę chciałabym napisać o czymś innym. O tym, że tęsknie za początkiem blogowania... za "szafiarkami". Za tą normalnością i naturalnością bez tego całego napuszenia i sztuczności "wyroczni modowych", którą obserwuję teraz na blogach (na szczęście nie na wszystkich). Za dziewczynami, które już nie prowadzą swoich szafiarskich blogów, a które miały swój jedyny, niepowtarzalny i oryginalny styl. I były ubrane a nie przebrane. Pokazywały swoje codzienne stylizacje a nie przebierały się specjalnie w wymyślne stylówy na potrzeby nowego posta. Nie liczyły się statystyki, "followersi", "lajki" i inne takie, których nie ogarniam tylko to "coś" co powodowało, że dany blog przyciągał. Pewnie taka kolej rzeczy.
Sama gdzieś w tym wszystkim się pogubiłam, coś się znudziło, nie było weny. Odłożyłam "familijnie" wirtualne na rzecz tego "realnego". Od czasu do czasu jednak coś musiało się tutaj zadziać. Cały czas zaglądam z sentymentem do innych, którzy się uchowali a których pisanie i zdjęcia pozytywnie mnie nakręcają. A kiedy nadarza się okazja i jest chęć to pstrykamy. I mam materiał na post i możliwość wrzucenia tutaj czegoś i skrobnięcia paru słów. Bo jak już kiedyś pisałam, lubię to swoje miejsce w sieci. I Was, którzy cały czas do mnie zaglądacie ;)


Stenders


Z dużą przyjemnością, słów parę o niedawno odkrytej marce Stenders. Na stronie firmy możemy przeczytać: Stenders to kosmetyki zainspirowane północną naturą. Firma szczególną uwagę przykłada do uczuć i doświadczeń podczas zakupów, począwszy od wystroju sklepu, poprzez zapachy, finezyjny sposób pakowania prezentów, aż po wysoką kulturę obsługi klienta. 
Zgadzam się w pełni i podpisuję pod tym. Zaczęło się od przemiłego kontaktu z osobą reprezentującą markę i zaproszenia do sklepu w Poznaniu. Sam wystrój sklepu subtelny i nawiązujący do matki natury. Zapachy obłędne, ale nie przyprawiające o mdłości. Kosmetyki, ich sposób prezentowania, osoby obsługujące - wszystko na ogromny plus. Do tego szampan, czekoladki i inne pyszności. Oraz uśmiechy.
A na koniec upominki, których - zadowolona bardzo - używam do dzisiaj.
- różany suflet pod prysznic czyli kremowa pianka z aromatem olejku eterycznego z delikatnych płatków róż, o właściwościach peelingujących. Co ważne dla mnie i pewnie nie tylko: suflet jest wyjątkowy łagodny i przyjazny dla skóry: pH wynosi 5,5, bez parabenów i siarczanów. 
- woda toaletowa o trwałym zapachu z nutą cytrusów, cytryny i kwiatów oraz ciepłe nuty drewna i kojący aromat słodkiego piżma. Jak dla mnie połączenie idealne. 
- serum intensywnie nawilżające, bardzo dobrze spełnia swoje zadanie związane z odpowiednim odżywieniem skóry, dodatkowo nadaje promienny blask no i ten różany zapach... 
Zatem serdecznie zapraszam do zakupów, atrakcyjne wyprzedaże trwają także w Stenders!

Morskie opowieści 2


Golden Rose


Marki Golden Rose chyba nie trzeba specjalnie nikomu przedstawiać ani zachęcać do zakupu produktów. Ja sama od lat prywatnie i w pracy wizażystki z przyjemnością sięgam po kosmetyki z logo GR. Tym chętniej dzięki Kasi vel Stylowa Misja odwiedziłam nowo otwarty sklep stacjonarny w centrum handlowym Posnania. Duży plus to duża przestrzeń przyciągająca kolorami, światłem i sympatyczną obsługą. Początkowo odwiedzając stoiska firmy kojarzyłam ją głównie z lakierami i produktami do pielęgnacji paznokci, ale oferta jest o wiele bogatsza: kosmetyki kolorowe do cery, oczu i ust a także rozmaite akcesoria, wody toaletowe oraz kosmetyki do pielęgnacji twarzy i demakijażu.
Z czasem kupując poszczególne produkty polubiłam Golden Rose jeszcze bardziej za naprawdę dobre kosmetyki, które spełniają moje oczekiwania i co bardzo ważne: są w przystępnej cenie.
Dzięki uprzejmości osób reprezentujących markę miałam ostatnio okazję przetestować: podwójny żel do paznokci Prodigy Gel Duo nr 21, lakier z serii Ice Color nr 150, rozświetlacz w sztyfcie Highlighter Stick, matową pomadkę w płynie Longstay Liquid Matte lipstick nr 09 oraz transparentną konturówkę do ust Lip Barrier Transparent Lip Pencil. Wrażenia? Lakiery dobrze się rozprowadzają dzięki szerokiemu pędzelkowi, po nałożeniu jest efekt żelu, utrzymują świeżość około tygodnia, rozświetlacz bardzo łatwy do aplikowania, kremowy, daje delikatny efekt rozświetlenia twarzy i do tego nawilża. Pomadka ma intensywny, matowy kolor, nie wysusza i daje radę z prezentowaniem się na ustach przez parę dobrych godzin. I kredka, której nie widać na ustach a która zapobiega rozmazywaniu się pomadki czy błyszczyka.

Ogólnie: bardzo pozytywnie, polecam i sama w najbliższym czasie znowu odwiedzę któryś z kolorowych sklepów Golden Rose.

Archiwum bloga