Takie tam...


Morze


Morze takie jak lubię. Jednego dnia spokojne, ciche, delikatnie rozkołysane jak jezioro, drugiego wzburzone, groźne i nieokiełznane. Pokazało nam w ciągu trzech dni swoje różne oblicza. Pozwoliło cieszyć się swoim urokiem od ciepłego, leniwego poranka do bajecznego zachodu słońca. Wpuściło na chwilę na wyludnioną plażę, rzuciło piaskiem w oczy, porwało czapki, potargało włosy. Zaparło dech w piersiach, ukoiło. Zdążyliśmy przed męczącymi upałami i dzikim tłumem plażowiczów opętanych "parawaningiem" uprawianym masowo z jak największą ilością parawanów na rodzinę już od bladego świtu. Oby kolejny tydzień był mniej gorączkowy zarówno jeśli chodzi o pogodę jak i ludzkie (nieludzkie) zachowania w obliczu wysokich temperatur, bo wracamy. Mało nam jeszcze tego bycia tylko we Troje i morza oczywiście w niedużej mieścinie...

Kombinezon nr 2


Kombinezon i nowy szablon


Trzy dni bez Małego Gamonia i materiał na kolejne posty jest oraz nowy szablon, nad zmianą którego pracowałam już od dłuższego czasu, a konkretnie nad Mężem żeby się tym zajął. Dzisiaj post z oliwkowym kombinezonem w roli głównej. I wiatrem, który robił co chciał z moim włosami, uchwycił moje zwiewne nastroje daleko ode mnie. Uwielbiam taki wiatr przez który ledwo stoję na nogach, ciepły, letni, zwiastujący burzę. Potem jest już tylko kojąca cisza... Byle nie za długa, wtedy aż dzwoni w uszach i to jest nie do zniesienia. Dokładnie tak samo kiedy dom jest pusty i wolny od dziecięcych krzyków, śmiechu, paplaniny, tupotu stóp... 

Because I’m happy


W minioną sobotę byliśmy na prawdziwej randce: kino, knajpka, wino... Bib u Babci. Odbiór w niedzielę, wracaliśmy późnym popołudniem, a nasz Synul oznajmił, że chce z nami iść na spacer po Malcie. Podejrzane, pewnie ma w tym jakiś ukryty cel: lody, tor saneczkowy, plac zabaw, hot-dog. itp., itd. Nie, Dziecko się stęskniło i naprawdę chciało z mamą i tatą spacerować, a ostatnio ten rodzaj rozrywki w ogóle nie był popularny. Bosko było! A w głowie cały czas miałam refren piosenki: "Because I’m happy..." Pharrella Williamsa, którego słuchaliśmy najgłośniej jak się dało zanim spontanicznie ruszyliśmy przed siebie...

Archiwum bloga